Głos Weterana i Rezerwisty

Aktualności

WOJSKOWE WĘDROWANIE PO POLSCE I NIE TYLKO

Przez 40 lat służyłem w Wojsku Polskim. Moja służba była swego rodzaju rówieśniczką NRD. Do zasadniczej służby wojskowej w 11 pp 4 DP w Lesznie zostałem wcielony 6.10.1949 r., a więc w przeddzień utworzenia Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Byłem CKM-istą, lotnikiem i rakietowcem przeciwlotnikiem. W dalekich krajach nie byłem, bo poza Europę wschodnią żołnierzy nie wpuszczano, ale mnie satysfakcjonowały wędrówki po Polsce. Taką szansę stworzyła mi służba wojskowa w lotnictwie po ukończeniu TSWL i WAT oraz w wojskach rakietowych WOPK.

Po 5. latach bycia wykładowcą TSWL – w dziedzinie teorii lotu oraz budowy i eksploatacji samolotów wojskowych, w tym odrzutowych - zdałem egzamin do WAT, który ukończyłem 50 lat temu. Z Zamościa jeździłem z podchorążymi do różnych pułków na szkolenie praktyczne z samolotów odrzutowych, których TSWL jeszcze nie posiadała.

W okresie studiów w WAT wędrówki wiązały się z praktykami w Ursusie, w Stalowej Woli, w WSK Rzeszów i Mielec oraz w 3 dywizji rakietowej i w centrum Szkolenia Specjalistów Wojsk OPK.

Po przezbrojeniu aglomeracji Śląska i Poznania na zestawy rakietowe wróciłem do szkolnictwa wojskowego w Centrum Szkolenia Wojsk Rakietowych na Mazurach, które urzekły mnie swoją przyrodą i jeziorami oraz ludźmi.

Poznałem Mazurów miejscowych i tych przesiedlonych do Niemiec, często przyjeżdżających do rodzinnych stron. Tłumaczyłem ich „Listy Ojczyźnie, zwane HEIMATBRIEFE”.

Dla rodzin przyjezdnych współorganizowałem liceum zaoczne i wykładałem, dokształcając podoficerów zawodowych, pracowników wojska, członków rodzin i zaprzyjaźnionych milicjantów oraz pracowników administracji terenowej Była to jedna z przepustek do społeczności.

Poza tym było duże zapotrzebowanie na wojskowych działaczy społecznych.

Byliśmy lektorami wojewódzkimi i różnych organizacji społecznych.

Jako lektor wojewódzki - w ramach wymiany lektorów przed okrągłym stołem - byłem na wielu polskich spotkaniach z mieszkańcami Wilna, poznając miasto i ludzi.

Jako członek oddziału SIMP byłem odpowiedzialny za współpracę z Kołami przy jednostkach wojskowych Suwalszczyzny.

W ramach urlopów pracowałem społecznie na obozach harcerskich, w których bywali pionierzy z NRD oraz Polacy z Litwy. Byłem też na gościnnym obozie harcerzy u Niemców w Lenzen nad Łabą. Tam spotkałem Niemców żyjących tradycyjnie, bez polityki.

Sportowo - jako zawodnik brydża sportowego i szachów - zwiedziłem wszystkie miasta Warmii i Mazur oraz Suwalszczyzny.

Po rozwiązaniu Centrum Szkolenia jako rezerwista rozpocząłem działalność w Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i wróciłem z Mazur do bazowego 79 pułku rakietowego w Poznaniu, gdzie mieszkam od 1998 roku, kieruję kołem przeciwlotników Związku, działam w Wielkopolskim Zarządzie Wojewódzkim. Tu poznałem wielu wspaniałych rezerwistów z różnych rodzajów wojsk, a najwięcej czołgistę Prezesa WZW płk dr Zygmunta Maciejnego.

Byłem na prawie wszystkich Sejmikach zwiedzając Polskę od Soliny po Drawsko i Szczecin, widziałem piękny Lwów, Poczdam i Berlin, byłem na spotkaniu z rezerwistami Bundeswehry i w polskiej ambasadzie.

Wcześniej bywałem w NRD w dowództwie Wojsk Lotniczych i OPK NAL oraz w ramach wycieczki SIMP na targach lipskich, a także w Dreźnie i w mieście Marcina Lutra.

Bywałem też na wschodzie: w Moskwie, na poligonie rakietowym w Kazachstanie.

Na dzisiejsze czasy oceniam, że tych wędrówek wojskowych nie było za dużo - ale jak na czasy ograniczeń dla wojska, dla chłopaka ze Starej Wsi, to bardzo wiele. Uważam, że szansy, jaką mi dało Wojsko Polskie, nie zmarnowałem.

Dziękuję!!!

STANISŁAW MARKIEL

« Powrót do listy